blogoopera brazylijska o pracy na statku w Warszawie
Blog > Komentarze do wpisu

Odcinek 42 - Egzystencjalne bezdroża Głównego Mechanika.

mechCo ja robię?

Chyba skretyniałem do reszty. Wyginam się w różne strony, przyjmując „trójkąt”,”wojownika”, zwracając uwagę na oddech.

„Podstawy dynamicznej jogi”, które dostałem od Kapitana, wkręciły mnie. Ćwiczę co drugi dzień.

Ale mam wyrzuty. Może to jakiś niepoważny aerobik, kolejne wyciskanie kasy z życiowych nieudaczników.

Niechętnie muszę przyznać, że jednak czuję się jakoś inaczej, jakoś lepiej.

Chłopaki mi mówią, że mniej pokrzykuję ostatnio.

Ale na Boga, te nazwy pozycji: „Lew”,”Paw”. Brakuje tylko „Żaby”, „Dafni” i „Krylu”...

Żebym się tylko nie wygadał, przed resztą załogi, że ćwiczę.

A swoją drogą co tam się dzieje ostatnio...Kapitan jak palec boży pojawia się zawsze tam, gdzie trzeba, Pierwszy sapie jak Vader z Gwiezdnych Wojen, Bosman z Cookiem wzorem niemieckich związków zawodowych chcą decydować nawet o kolorze, na jaki ma być przemalowany pokład.

Drugi wygląda jakby chciał zagłosować jednocześnie na Komorowskiego i Kaczyńskiego miotając się między dobrymi chęciami, brakiem doświadczenia, a miłością do Intendentki. Ta ma jakiś kryzys - co może w przypadku kobiet jest akurat normalne - i przygasł ten wewnętrzny blask, którym promieniała na klapniętą, jak fryzura odjechanego dyrygenta, załogę.

Prawa noga na szerokość barków...wdech i wyyyyydech...wdech i wyyydech...

Ta Mała jest okej. Ale to ozdóbka, bombka na więdnącej choince załogi.

Dawniej było jakoś inaczej. Bliżej do ludzi. Teraz sukces ma pieprzone 25000 koni mocy, ciągnie wszystko inne. Na szczycie egzystencjalnego kwantyfikatora jest tak zwany sukces.

Fantazja, filantropia, prostota przeciągnięte pod kilem nawet nie pisną żeby się przypomnieć.

Dlaczego tak cenimy Kapitana? Czy wiemy o nim coś ponad to, że potrafi osiągnąć sukces na każdej krypie, z każdą załogą.

Nie. I to nam wystarcza.

Kapitan jest wporzo, bo będzie sukces. Bo wyd@#$my konkurencję, zmienimy Skody na Volkswageny. Żony pochwalą nas przed koleżankami. Mamy tyle, że wystarczy na godne  życie, ale sukces każe mieć więcej. Pozycjonujemy się w stadzie jak w googlach.

Kręgosłup prosto, ciało odprężone...

Nie mogę sobie przypomnieć po co zamustrowałem się ponad 20 lat temu.

Serce było okej, to ja zostawiałem kobiety. Zarabiałem na gitarze w kapeli ulicznej więcej niż mogłem wydać – kasy nie brakowało.

Dla przygody? Żeby pójść za ciosem po skończonych studiach?

Bóg mi świadkiem, nie pamiętam. Rozkoszna amnezjo – jaki impuls pokierował ostatnimi 20 latami mojego życia?

Były sukcesy, były porażki. Kobiety w portach, bójki, sztormy. Ciągnąca się miesiącami nuda, lepka jak stary olej zza zaworu głównego zegara.

Ot, chwilowe podniety, wiry wydarzeń mamiące intensywnością i treścią, z perspektywy 45-latka, znaczenie zbliżone do tego, jakie ma pluszowy miś z dzieciństwa dla 19- latka.

Jest coś w tym obserwowaniu oddechu...

Staje się dla mnie jasne dlaczego byłem zgryźliwy przez ostatnie lata...skąd to hodowanie kwiatków...przecież to znikąd się nie bierze...muszę coś zmienić...Lubię tych ludzi, tę robotę, co więcej znam się na niej...ale to nie to...

Tak, wysiądę w najbliższym porcie i...niech się dzieje wola boska...


Pukanie do drzwi wdarło się w medytacyjne ukojenie jak hiszpańska inkwizycja. Otworzyłem bez pośpiechu, spokojny i jakby o epokę młodszy o kolejne doświadczenie. Kapitan patrzył zagadkowo opierając się o framugę jak w tanim filmie.

- Czemu zawdzięczam ten zaszczyt? – uśmiechnąłem się szczerze.
- O, mata do jogi.
- Ciszej – zerknąłem mu przez ramię czy nikogo nie ma – Wchodź.
- Mam dobrą wiadomość – zaczął jak wszedł.
- Ja też.
- Ja pierwszy.
- Przywilej szarży, proszę mówić – podkręciłbym szlacheckiego wąsa gdybym miał.
- Walę prosto, by tak rzec, z mostka. Wynegocjowałem dla Ciebie specjalną premię i dużą podwyżkę. Możemy podpisać w przyszłym miesiącu.

Klepnął mnie dziarsko w plecy i prawie krzyknął:

-Nieźle, co?!

czwartek, 13 maja 2010, michal_nieweglowski

Polecane wpisy

  • Odcinek 46 - Cytrynówka Cooka

    Króciutki urlop (a właściwie przedłużony weekend), który był mi w tym roku dany, postanowiłem spędzić na działce. „Postanowiłem” to chyba nieodpowie

  • Odcinek 45 - Formuła Drugiego

    Siedziałem przy biurku bezradnie wpatrując się w ekran komputera. Z ekranu analiza efektywności ostatnich załadunków i wyładunków patrzyła na mnie chyba z równy

  • Przemalowali nas!

    Korporacyjne zmiany na naszym statku postanowiliśmy podkreślić za pomocą nowego wyglądu naszego bloga. Projekt stworzony został przez Andrzeja Budka. Wśród jego

postaci