blogoopera brazylijska o pracy na statku w Warszawie
RSS
niedziela, 22 listopada 2009

bosmanIm dłużej się nad tym zastanawiałem, tym więcej korzyści widziałem w propozycji Cooka, żeby założyć jednak te związki zawodowe. No bo co w końcu, kurcze blade! My zachrzaniamy jak woły, firmujemy wobec załogi te ich głupie pomysły, musimy dostarczać wyniki, które ciągle mają rosnąć i jeszcze na koniec pies z kulawą nogą nie powie nawet “dziękuję”.

Jak ostatnio zapytałem czy można by moją Starą zabrać w jeden rejs, żeby sobie babina przy mężu była, to mi przekazano odpowiedź od Starego: “Marynarz zobowiązany jest do przestrzegania regulaminu na statku i poza nim”! I masz babo placek. Nic nie zrozumiałem, ale to chyba znaczyło, że nie. Znaczy się odmowa.

Ale jakbym tak był szefem związków to inaczej by ze mną gadali! Ha! Poszedłem do Cooka.

- Cookie, jesteś tam? - nie było go w kambuzie - Cook! - wrzasnąłem

Coś załomotało pod schodami. Zajrzałem. Był tam, łobuz jeden i właśnie w panice korkował butelkę.

- Wyłaź wreszcie i nie chowaj tego, i tak wszystko widziałem, a poza tym to napijemy się za te nasze związki zawodowe - walnąłem go z satysfakcją w tył głowy, aż czapka zsunęła mu się na oczy.

Cook był lekko zdezorientowany, a może to te jego “środki znieczulające” już zaczęły działać?

- Nnnnno co! Co ssssię czczepiasz? - wydukał, odsuwając czapkę z twarzy. - Przecież nie chciałeś żadnych związków!
- Wtedy nie chciałem, a teraz chcę! Posłuchaj jaki mam plan. Zostaniemy ojcami założycielami. Przygotujemy na początek odezwę do narodu, wiesz, żeby zgłosiło się wystarczająco dużo chętnych i nasz związek się ukonstytuował. A pro pos, masz jakiś pomysł na nazwę?
- Może “Niedomknięty Bulaj”?
- Sam jesteś niedomknięty bulaj, głupku! Tu trzeba coś mądrego, łacińskiego albo rosyjskiego! - aż strach go czasem słuchać. Teraz też, gapił się na mnie jak sroka w gnat, a ja nabierałem wiatru w żagle!
- Może “Plurales” albo “Navigare”, o “Navigare” będzie dobrze. Związek Zawodowy Marynarzy Naszego Statku Navigare, w skrócie ZZMNSN! Ja będę przewodniczącym!
- Dlaczego ty? - Cook nagle otrzeźwiał i niebezpiecznie przysunął swoją czerwoną gębę do mojej. - To był mój pomysł!
- Dobra, no dobra. Razem zostaniemy przewodniczącymi. Jakie postulaty będziemy stawiać?
- Po pierwsze - zapalił się Cook - chcemy ograniczyć godziny pracy. Po drugie, chcemy zwiększyć wynagrodzenia. Po trzecie....
- Czekaj, czekaj! - musiałem go wyhamować. - Nie tak ostro. Tu trzeba polytycznie. Że niby chcemy jedno, a tak naprawdę to skręcimy drugie. Chcemy swój biznesik rozkręcić, nie?
- Tak - zgodził się. Trochę za szybko. Nabrałem podejrzeń, ale nie wyglądało, że coś kombinuje.
- No to najpierw musimy mieć na nich haka, potem zaproponować swój biznesik tak, żeby nie mogli odmówić. Masz jakiś pomysł?
- No, a co mogą związki na statku?
- Mogą uczestniczyć w zarządzaniu, nie? Czyli mogą mieć swojego przedstawiciela w radzie rejsu, gdzie podejmowane są wszelkie ważne dla nas decyzje. Tam musimy mieć swojego człowieka...
- Człowieka? - ryknął nagle Cook. - Człowieka?! Człowieku! Mam pomysła! Czy jak związki zarekomendują członka rady rejsu to rada może odmówić?
- Noooo, chyba nie. Bo jak odmówią, to my zaraz strajk.
- To mam świetnego kandydata - Cook uśmiechał się tak tajemniczo, że teraz już byłem pewien, że coś knuje.

Potem odwrócił się na pięcie i w tempie dla niego nietypowym, poleciał gdzieś na górę.

21:29, lukasz.fijalkowski
Link Komentarze (5) »
czwartek, 05 listopada 2009

drugi- Panie! Jest Pan tu? – słowa Pierwszego dochodziły jakby zza mgły – Czy Pan się aby dobrze czuje?
Obraz uśmiechniętej kobiecej twarzy rozpływał mi się przed oczami...
- Tak, tak jestem oczywiście..Mówił Pan o naprawie kompasu.
- Człowieku! Jakiego kompasu! Mówiłem o naprawie r-a-d-a-r-u i to pięć minut temu. To co mówiłem o Francuzach Pan nie słyszał, tak?
- Ależ wszystko słyszałem...
- To niech Pan powtórzy! – Pierwszy zawisł wzrokiem na mojej twarzy.
- No... Francuzi...chcą przejąć naszego armatora...
- No i? – naciskał
- No i ...
- Boże! Co ja z Panem mam. Jakbym wyjął kołek z płotu i do niego gadał. Przez to zakochanie to Pan jeszcze za burtę wypadnie – pokręcił głową - Baba na pokładzie to same problemy, zawsze to mówiłem.
- Proszę nie mówić tak o Monice! Intendentce! To moje prywatne sprawy – chyba zrobiłem się czerwony, bo Pierwszy z zainteresowaniem mi się przyglądał.
- To Pana pierwsza dziewczyna, co? Zielony z Pana rożek widzę.
- A z Pana garbaty aniołek! – wypaliłem, czując jak robi mi się gorąco.
- Aniołek? – Pierwszy zbaraniał.
- Tak! Garbaty! Skoro nie ma mi Pan nic zawodowego do przekazania to idę do siebie.

Zostawiłem go z tą baraniną na twarzy i wyszedłem z mesy. Zbiegając na dół statku ze złością łomotałem butami w kratownicę schodów. Chief nalał mi podwójną lufę napoju z ziemniaków i usiedliśmy.

- Coś taki wkurzony?
- Aaa, bo Pierwszy znowu się czepia...
- Co, coś nie tak na wachcie?
- Nie. Chodzi o ... takie tam.
Chief zaczął się śmiać i poklepał mnie po ramieniu.
- Chyba taką tam, co? Na pokładzie jest przecież tylko jedna przedstawicielka tego gatunku, nie?
- Dobra, dobra. Nie bądź taki psycholog – mruczałem do kubka - Pamiętam ten Twój kwiatek z donicą.
- No, tak tak. Ja tu jej serce na porcelanowym półmisku przynoszę, a ona się z tym młokosem obściskuje. Powiem Ci, zabolało. Ale co mi tam - dolał do kubków i mrugnął porozumiewawczo. – To niezła sztuka jest i nawet miła.

Po kilkunastu minutach, podniesiony na duchu ruszyłem z nory Chiefa w górę. Moje myśli krążyły wokół Moniki, a w całym ciele czułem narastające mrowienie...

- Ach, tu jesteś najdroższy. Nareszcie Cię znalazłam.
Wyglądała przepięknie. Jej wydatne wargi były takie czerwone. Objąłem ją w pół, przyciągnąłem do siebie silnie przyciskając ... i nagle:
- Czy mi się wydaje, czy czuć od Ciebie alkohol?
- Ee, alkohol? Jaki alkohol?
- Etylowy. Piłeś o tej porze? Z kim? Co ludzie o Tobie pomyślą? Jak możesz być tak nieodpowiedzialny? A gdyby wybuchł pożar? Przecież jesteś oficerem!
- No, bo wiesz Pierwszy się mnie czepiał...

Ręce jakoś tak same mi opadły, więc bez przeszkód odwróciła się ode mnie i z zaciętą miną pomaszerowała w głąb korytarza.
A przecież nie zdążyłem odpowiedzieć na żadne jej pytanie!

21:52, tomasz.knitter
Link Komentarze (4) »
postaci