blogoopera brazylijska o pracy na statku w Warszawie
RSS
środa, 24 marca 2010

- A ty kto?! – spytał mnie jakiś facet z paskudnymi tatuażami na rękach, najwyraźniej bardzo zdziwiony moją obecnością……. tu. Nie mam bladego pojęcia co to za miejsce.

Zacznę od początku. Rodzice wpadli na pomysł, żeby mnie na tydzień wysłać do wujka Stefcia, który pływał na jakimś statku, gdzieś w Azji. Ciekawe, czy już się zorientowali, że pomylili statki. W każdym razie od dwóch godzin siedziałam w kącie pokładu na walizce.

- Kim jesteś?! – powtórzył zirytowany.
- Nie widać? – spytałam z niechęcią. Ale na tym statku śmierdzi rybą…
- Nie ruszaj się stąd – zakomenderował, po czym odbiegł. Po chwili wrócił z jakąś kobietą, która zadała mi (a to nowość) pytanie:
- Skąd się tu wzięłaś?- mówiła powoli i wyraźnie, jakbym była nierozumna.
- Pomyliłam statki – odpowiedziałam jej takim samym tonem.
- Aha.

Po chwili stało nade mną z siedem osób, wpatrując się w mnie jak w jakiś okaz w zoo.

- Dobra. Posiedzi tu do jutra, a potem pomyślimy co z nią zrobić – zaproponował jakiś gościu.
- Ok. W takim razie musimy jej wszystkich przedstawić – stwierdziła babka, po czym zwróciła się do mnie. – To jest Bosman, Cook, to są Pierwszy i Drugi, to Chief, a ja jestem Intendentką, ale mów do mnie M…. Sabina – zarumieniła się i spojrzała na Drugiego. -  Teraz się pobaw, a my wrócimy do pracy.

Siedziałam tam chyba z godzinę. Zdążyłam w tym czasie przemalować kawałek podłogi na niebiesko (farba stała za jakimś kontenerem) ale gdy wylałam farbę, zaczęłam się nudzić. Musiałam podjąć drastyczne kroki. Zeszłam pod pokład, gdzie natknęłam się na tego Bosmana i jeszcze jednego faceta, chyba nazywał się Chief.

- Macie wiatrówkę? – spytałam ich rzeczowym tonem.
- Mamy……. po co ci? – Chief spojrzał na mnie podejrzliwie. – A, nieważne. Zaczekaj chwilkę. – Przyniósł mi porządną wiatrówkę. Od razu pobiegłam na pokład.

Strzelało się świetnie, ale raz trafiłam w statek. Nie wiem w jaką część konkretnie, ale chyba w ważną, bo statek stanął.

- Co ty do ciężkiej cholery zrobiłaś?! - wydarł się jakiś gościu, którego nie znałam. Z pomocą nadbiegła Intendentka.
- Ona nie chciała, kapitanie…, to znaczy Wojtku….

- Zabierzcie stąd tego bachora!!! Kto w ogóle pozwolił jej strzelać?! Silnik nie działa! Nie ruszymy przez dobry tydzień!

Za pół godziny zostałam odprawiona. Wcześniej Intendentka, cały czas nawijająca, że nie mogą mnie tak po prostu odesłać, bo się zgubię (jej opinia została przeforsowana w głosowaniu) wyposażyła mnie w prowiant, pelerynę przeciwdeszczową i koc.

- Wsiadaj – burknął Chief wskazując na ponton. Mam wrażenie, że żałował, że pożyczył mi wiatrówkę.
- Papa – pożegnałam z uśmiechem towarzystwo. – Odwiedzę was jeszcze kiedyś!

A statek jak się zepsuł, tak stał.

13:35, zuzanna.brozek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 marca 2010

Z przyjemnością informujemy, że na pokładzie naszego statku wkrótce pojawi się nowa osoba – Zuzia!

Zuzia jest uczennicą 6 klasy szkoły podstawowej we Wrocławiu. W życiu prywatnym jest siostrzenicą naszej Intendentki.

Pewnie zarzucacie nam nepotyzm? Nic z tych rzeczy! Przeczytaliśmy kilka próbek jej umiejętności i zaręczamy: Zuzia naprawdę „daje radę”!

Zresztą, poczekajcie trochę...

Ahoj,
Bartek Kozlowski aka Cook

22:03, bartosz.kozlowski
Link Komentarze (2) »
wtorek, 09 marca 2010

drugi- No i jak się płynie? – Kapitan wyrósł mi za plecami jak zjawa.
- Dobrze, szefie. Spokój jest – odparłem. W sterówce byłem tylko ja i sternik Henio.
- Panie Henryku, przejmę na chwilę ster od Pana – Kapitan podszedł do koła.
- Zamierza Pan sam sterować? Nie boi się Pan? – Pierwszy jak cień wsunął się na mostek.
- Zawsze po objęciu nowej jednostki wypróbowuję, co potrafi – lekko się uśmiechnął.

Byliśmy na szerokim akwenie. Pełen luz. Mógł się zabawić.
Nowy wykonał kilka sprawnych manewrów, a na końcu wykonał ósemkę sprawdzając maksymalny skręt. Po czym przekazał Heniowi stery.

- Panowie, dlaczego dead-man jest wyłączony?
- Czuwak? Stary...yyyy...przepraszam, poprzedni Kapitan nie chciał, aby go budził – odparłem.
- Jak to budził? To Wy schodzicie z mostka podczas wachty? – Nowy czujnie się nam przyglądał. Pierwszy wyraźnie się obruszył:
- Nie Panie Kapitanie, podczas wachty oficer jest zawsze w sterówce!
- W takim razie nie będzie mnie budził – uśmiechnął się do nas. – Proszę go jednak włączyć. Wciskanie czuwaka, zwłaszcza w nocy powinno być naszym odruchem. Gdyby oficer zasłabł to nie wciśnięty zawyje u mnie w kajucie i da mi szansę zareagować. Morza Europy są o wiele ciaśniejsze niż otwarty ocean. Pierwszy, wracamy na kurs.
- Heniu, ile leży na kompasie? – Pierwszy rozparł się nonszalancko w fotelu nawigatora.
- 56 – ziewnął sternik.
- No to dobrze Heniu, tak trzymaj – Pierwszy założył ręce za głowę i się przeciągnął.

Coś mi tu nie grało. Podszedłem do kompasu. Jang-Orłowski ściągnął kilka nowych urządzeń i nareszcie można było działać. Spojrzałem na kompas...

- Panie Pierwszy, nasz kurs to 056, tak?
- Tak, tak – westchnął.
- No, to my płyniemy 256!
- Henio, co Ty odpier... – Pierwszego wystrzeliło z fotela jak z procy – dlaczego nie patrzysz na zegary!
- Proszę o spokój – Kapitan stanął pomiędzy nami. –  To Pan powinien zerknąć na kompas. Jest Pan nawigatorem. Komend nie należy podawać skrótami. 56 to w rzeczywistości 0-5-6, każda cyfra oddzielnie. Chwila nieuwagi i masowiec trze brzuchem po kamieniach. Rutyna potrafi uśpić największe wygi – zakończył ugodowo.

Myślałem, że Pierwszy będzie czerwony ze złości, ale nie. Raczej zbladł i tylko wbił zimny wzrok w Nowego. Ciarki przebiegły mi po plecach. Kapitan odwrócił się do mnie.

- Brawo Drugi za czujność. Przejrzałem Pańskie papiery. Pomimo krótkiego doświadczenia całkiem dobrze Pan sobie radzi. Tak dalej.

 

- ...i na koniec powiedział, że bezpieczeństwo statku i ludzi jest najważniejsze – zakończyłem swoje opowiadanie Monice. Siedzieliśmy na rufie, schowani za jakimś kontenerem, gdzie mnie zaciągnęła. Duma i satysfakcja działała na mnie jak afrodyzjak i uderzała do głowy.
- Proszę Cię, nie tutaj! - Monika nerwowo odpychała moje ręce. – Mówisz, że nagadał Pierwszemu?
- Zaraz tam nagadał. Dał mu prztyczka w nos. I słusznie, bo mu się należało!
- No to teraz motywacja Pierwszego jest na poziomie holenderskiej depresji...
- Monika, o czym ty tu... To ja zaraz dostanę depresji...Monika...
- Przestań! Mówiłam Ci, nie tutaj!
- No to gdzie?
- Nno, ...nie wiem... Kapitan chce wprowadzić różne procedury. Jedna z nich będzie dotyczyła par na statku. Chce tego zabronić.
- Co zabronić, jak zabronić! Że co?!
- Przestań się drzeć – powiedziała z naciskiem. – Za utrzymywanie stosunków będą mogli któreś z nas zwolnić, rozumiesz?
- Stosunków, akurat. Do tego to trzeba dwojga, wiesz? Co Ty taka nerwowa jesteś? Przecież ten przepis, czy co tam jeszcze nie wszedł w życie?
- Ale wejdzie. Nie chce dawać mu pretekstu. Nie zależy Ci na pracy?
- Na Tobie bardziej mi zależy.
- Mnie na Tobie też. Ale musimy to przemyśleć.

Wywinęła się z moich rąk i zniknęła za kontenerem.
Jasna cholera!

22:04, tomasz.knitter
Link Dodaj komentarz »
postaci