blogoopera brazylijska o pracy na statku w Warszawie
RSS
piątek, 26 czerwca 2009

intendentka- Droga Pani! Co za sukces! Jakaż fantastyczna z nas ekipa zarządzająca! Ha! Przegoniliśmy Chińczyków! Widzi Pani te nagłówki gazet? „Skromni, ale skuteczni – prawda o tygrysach w dobie globalnego huraganu”, albo „Tradycja europejskiego zarządzania wygrała z azjatycką determinacją”… nie, ten byłby najlepszy: „Jak wygrywają najlepsi, czyli tajemnica mistrzowskiego prowadzenia załogi”! – Stary wprost podskakiwał w euforii. Jeszcze chwila, a będę musiała wzywać pogotowie. – Kochana, organizuj mi tu natychmiast prasę, fotoreporterów i takie tam. A! Zapomniałbym, musimy zredagować jakiś zgrabny, skromny komunikacik do Rady Morskiej – czyli jednak prasę mam wzywać, nie pogotowie.

- Panie Kapitanie, a nie wydaje się Panu, że należą się gratulacje załodze? Oczywiście, że zorganizuję prasę, ale może najzręczniej byłoby zaprosić dziennikarzy i inne wpływowe osoby na skromną, ale treściwą celebrację sukcesu z załogą. Zdaje Pan sobie sprawę, że statek sam  Chińczyków nie wyprzedził, przyłożyli się do tego Pańscy ludzie.

- No tak, moi ludzie. Przecież bez odpowiedniej organizacji pracy i motywowania nie daliby rady. Tak, beze mnie nie daliby rady…

Ależ gwiazdor z tego Starego! Cokolwiek by się nie stało, on zawsze znajdzie ścieżkę prowadzącą do światłości własnej chwały.

- Dobrze, może i ma Pani rację. Zorganizujmy jakąś imprezę dla załogi, tylko proszę nie szaleć z kosztami! I koniecznie proszę mi przygotować listę gości z zewnątrz, których powinniśmy zaprosić, może by też jakiś kontrolowany przeciek do mediów jeszcze przed imprezą… wie Pani, co mam na myśli… dyskretne zasygnalizowanie obecności na rynku pracy nikomu nie zaszkodzi, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Zdąży Pani przygotować projekt imprezy i listę gości do jutra?

- Oczywiście, będzie to Pan miał u siebie jutro do południa.

Jedno trzeba Staremu przyznać: czujność rewolucyjna pierwsza klasa. Zwłaszcza w kwestii „obecności na rynku pracy”.

10:19, kinga_wiszowaty
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 czerwca 2009

drugiAle się zadymiło! Główny Mechanik nieźle dał do wiwatu. Bosman i Cook ledwo spodni nie pogubili z wrażenia. Zatkało kakao!
Z drugiej strony od tej chwili żyję w jakimś wewnętrznym konflikcie; bo z jednej strony Główny mi zaimponował, a z drugiej wkurza mnie strasznie. Najpierw przychodzi z jakimś wiechciem do Sabiny, przepraszam Intendentki a potem robi głupie przytyki do romansów. Hipokryta jeden.
Jednakże jego mocne słowo podziałało. Bosman spuścił uszy i wziął do galopu załogę. Pierwszy uwijał się jak kobieta pracująca i nawet zlecił mi kilka zadań. Zostałem odpowiedzialny za monitoring Żółtych Rączek. Kontakty TiTi Taty i naszych przemytników zaczęły przynosić owoce. Dowiedzieliśmy się, że „Crash the Tibet” złapał opóźnienie w ostatnim porcie. Przytrzymali ich trochę, bo u dwóch matrosów zdiagnozowano żółtaczkę. Co za ironia losu.

Wszedłem na mostek. Pierwszy zaciskał szczęki pochylony nad mapą. Szybko coś przeliczał na kalkulatorze.
- No i jak to wygląda?
- Jeśli Pańskie informacje są prawdziwe, to wyprzedzamy ich o jakieś....o jakieś....kurcze blade...o jakieś 6 godzin.
- Titi Tata przysięga na swoją schorowaną matkę, że informacje są korekt. Był aż blady z emocji jak poprosiłem go, aby jeszcze raz to sprawdził.
- Nie uwierzę jak nie zobaczę. Za kilka minut powinniśmy zobaczyć brzeg...a potem...a potem....
- A potem Hard Core.

W napięciu wpatrywaliśmy się w horyzont. Na mostek wszedł Stary i cicho stanął obok nas. Przez ostatnie dni starał się nam nie przeszkadzać, a nawet pomagał. Z każdym rozmawiał, motywował, zachęcał.
- Jeśli zdążymy przed chinolami wykąpię Was w koniaku – zaszeptał Stary.
- Gdy zdążymy, kapitanie. Gdy zdążymy. I nie w koniaku, a w whisky. Złotym Jasiu – uśmiechnąłem się błogo.
- Starka. Tylko Starka. Dla mnie wiadro  – Pierwszy szeptał nie odrywając wzroku od smużki lądu, który zaczął się już rysować przed nami.
- Stara Starka od Starego. Macie to chłopcy jak w banku. I kawioru po kokardę.
- Nie lubię kawioru... - Doszedł nas kobiecy szept.
Zerknąłem przez ramię. Za nami stała Sabina, przepraszam Intendentka, Bosman, Titi Tata, Cook i Główny. Cook jak zwykle palił starając się schować ćmika w grubej łapie. W ciszy było słychać tylko szum komputerów i pikanie radarów.

Ląd pociemniał i wydłużył się na cały horyzont. W oddali zaczęły majaczyć zarysy portu i miasta Hard Core. Poczułem ścisk w żołądku, a co jeśli nas jednak wyprzedzili? Zostaniemy z towarem, albo będziemy musieli sprzedać go poniżej kosztów. Marność i robaki! Wówczas niech Neptun ma nas w swojej opiece. Stary nam łby pourywa. Zamiast kawioru będą jaja na twardo. Może dojść do zwolnień.... Odgoniłem czarne myśli i z Pierwszym rozpoczęliśmy procedurę zrzucania kotwicy na redzie portu.

- Płyną z portu - Bosman pokazał palcem szybko rosnący holownik.
- Może od razu przybijemy? - z nadzieją spojrzałem na Pierwszego.
- Niech Pan zejdzie na dół i dopilnuje cumowania. I niech Pan ich wypyta...na miłość boską!
- Tak, oczywiście. Już lecę - nacisnąłem czapkę, wyminąłem Intendentkę i popędziłem schodami na dolny pokład. Za mną poleciał Bosman.

Dopadliśmy dziobu w momencie gdy chłopcy zrzucali drabinkę na pokład holownika. Dwóch gości zaczęło wprawnie się wspinać.
- Znam tego drugiego. Pijaczyna, ale dobry chłop. Zaraz się wszystkiego dowiemy – Bosman wychylał się przez reling i machał ręką.
Zasapana dwójka wtarabaniła się na pokład. Jak na komendę wyjęli chustki i zaczęli wycierać spocone czoła i wnętrza czapek.
- Good morning. My name... – przedstawiłem się elegancko wpatrując się z napięciem w ich twarze.
- Jak się masz Jack? - Bosman przerwał moje konwenanse – Bierzecie nas na linke?
- A co, śpieszy Ci się do naszych dziewczyn, co? - w uśmiechu portowego szczura zobaczyłem znaczną wyrwę. Brakowało górnych jedynek.
- Widzę, że mnie znasz, ha ha. No i mam tam jakieś szkło co nie lubi samotności – Bosman z rozmachem klepał go po plecach.
- Zaciągniemy Was i wolne - Drugi gość był wyraźnie ponury – Mieliście stać tu do jutra, ale „Crash the Tibet” się spóźnia cholera, więc wciągniemy Was.
Szczerbaty Jack spojrzał na kompana i zaczął się śmiać:
– Rupert się denerwuje, bo chińscy przyjaciele wiozą mu dostawę podrasowanego żeń-szenia.

Świat w moich oczach pojaśniał. Spojrzeliśmy na siebie z Bosmanem i zaczęliśmy się śmiać. Przybiłem z nim piątkę i zrobiliśmy „miśka”.
- Bosmanie, pędzę na mostek. Proszę dopilnować cumowania i w drogę.
- Ay, ay. Sir. Sie robi. Ale się kurde cieszę!

W dwie minuty byłem na mostku i zdyszany wpadłem w zebrany tam tłumek.
- Przybijamy. Żółci za nami. Zostaną tu do jutra!
- I dobrze im tak! I dobrze! - Stary zrobił się czerwony i prawie skakał w miejscu.
- Rozpoczniemy wyładunek jeszcze dzisiaj... - Pierwszy wsparł się o kompas.
- I wyładujemy jakieś 70%. Nie mają szans – dokończył Główny Mechanik szczerząc się do Pierwszego.
- Przynosi Pan dobrą nowinę – Intendentka podeszła do mnie i zaczęła poprawiać mi przekrzywiony krawat.

15:06, tomasz.knitter
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 czerwca 2009

Drodzy Czytelnicy,

kryzysdochodzą nas różne wieści na temat oszczędności wprowadzanych w związku z kryzysem. Niektóre z nich pojawiają się dość często, np. ograniczenia dotyczące wydruków. Inne są  oryginalne, czasami nawet wydają się niewiarygodne. Interesują nas zwłaszcza te drugie :)

Wpisujcie w komentarzach przykłady ciekawych oszczędności zastosowanych w Waszych firmach. Poniżej wklejam wypowiedzi dwóch internautów, które pojawiły się po publikacji poprzedniego odcinka.

Ahoj!
Bartosz Kozłowski aka Cook

Gość: frowyz,
2009/05/28 20:51:56
Ha!
Po pierwsze zaznacze, ze mojej firmy kryzys tak naprawde nie dotknal. Wierchuszka wykorzystuje sytuacje. Po drugie tak naprawde to nie ma zadnego planu naprawczego. Jest ogrom nieskoordynowanych, czesto sprzecznych ze soba pomyslow, wprowadzanych przez ludzi, ktorzy chca sie wykazac przed wierchuszka. Motyw przewodni oszczednosci. Tak wiec oszczedzamy srodki czystosci (przepiekna instrukcja mycia i wycierania rak -oszczedzamy wode, mydlo i papierowe reczniki). Oszczednosci materialowe. Na przyklad zarzadzenie wprowadzajace obowiazek dwustronnego kserowania dokumentow (wydrukowane i powielone oczywiscie jednostronnie). Oszczednosci energii: zakaz uzywania klimatyzacji jezeli temperatura w pomieszczeniu nie przekracza 25 stopni, obowiazek ustawienia w komputerze wygaszacza ekranu na 2 minuty (powoduje najwieksza frustracje wsrod pracownikow. Jakis czas temu na zakladzie wybuchla afera i wprowadzono obowiazek zabezpieczania komputera haslem i teraz jak wlaczy Ci sie wygaszacz to po ruchu myszka musisz wpisywac haslo. A wygaszacz wlacza sie zgodnie z przepisami po 2 min. Dodam jeszcze, ze jest komisja informatyczna sprawdzajaca wyrywkowo ten przepis).
Motyw przewodni komisje. Kazdy pracownik sredniego szczebla kierowniczego ma obowiazek uczestniczenia w komisji sprawdzajacej jakosc pracy w innym dziale. Zamysl jest taki, ze osoba z zewnatrz latwiej zauwazy wady organizacji pracy w danym dziale. Kompletna fikcja. Sprowadza sie to do spotkan towarzyskich i picia kawy.
I ostatnie - spotkania motywacyjne z wierchuszka, prowadzone przez moderatora. To wszystko dezorganizuje prace, sprawia, ze dzien uplywa na pierdolach a potem trzeba brac nadgodziny zeby wykonac wlasna prace.

Gość: KVG,
2009/05/29 12:19:03
Ten pomysł z wygaszaczami jest naprawde genialny. Tylko menager-humanista (czyli ktos, kto nigdy, przenigdy nie zdał by matury jesli matematyka była by wciaz obowiazkowa) mogl na to wpasc. Pikanteri sprawie dodaje fakt, ze monitory LCD pobieraja tym wiecej pradu im sa CIEMNIEJSZE (wieksze napiecie przyłozone do polaryzatorow).
U mnie w firmie w ramach oszczednosci:
- skasowano darmowa kawe
- kupiono tanszy papier do drukarek (ktora to cholera, niestety, blokuje sie w drukarce co jakis czas)
- wprowadzono nasiadowki "motywujace" (godzina zmarnowana na sluchaniu oderwanych od pracy glupot)
- zmieniono mi typ noweg monitora (starty sie popsol) z calkiem znosnego Samsunga na najtansze AOC ktory nie chce pracowac z nominalna rozdzielczoscia na mojej karcie graficznej

KVG

FYI: Pracuje pod Monachium w sredniej wielkosci prywatnej firmie.

14:36, bartosz.kozlowski
Link Komentarze (7) »
postaci