blogoopera brazylijska o pracy na statku w Warszawie
RSS
wtorek, 29 czerwca 2010

plakatKorporacyjne zmiany na naszym statku postanowiliśmy podkreślić za pomocą nowego wyglądu naszego bloga. Projekt stworzony został przez Andrzeja Budka. Wśród jego wielu znanych projektów przypominamy obok ten z wyborów 4 czerwca 1989r, który przeszedł do historii...

 


10:05, bartosz.kozlowski
Link Komentarze (2) »
środa, 09 czerwca 2010

mala


Papuga zaczynała działać mi na nerwy. Jakaś mało rozmowna była.

- Powiedz coś! Ja mam już dosyć twojego towarzystwa! Nic nie mówisz od dwóch minut i nie wiem, czy jak cały czas będziesz taka zamknięta w sobie, to czy nie będę musiała wysłać cię na jakąś terapię! Wiem, że miałam się tobą opiekować, ale ani nie chcesz zjeść mojej fasoli z obiadu, ani nie pozwalasz wsadzić się do prototypu kolejki górskiej z rolek od papieru toaletowego, ani w ogóle nic mi nie pomagasz. No bo kto ma zjeść moją fasolę? Przecież to oczywiste, że ani ja, ani nikt inny, więc dla dobra społeczeństwa powinnaś to zjeść ty! – pomimo długiego wykładu papuga cały czas wpatrywała się mętnymi oczami w przestrzeń. Postanowiłam wyjść. Mocno trzasnęłam drzwiami, oczekując że po chwili usłyszę ”Przepraszam”. A ona nic. Jak zwierzę,  zero ogłady. Pomaszerowałam więc do czegoś, co nazywali salą konferencyjną, a co w rzeczywistości było starą kajutą. Przez drzwi usłyszałam Mata, który coś tam gadał o tych zojeniach, co się nimi papuga dołowała. Ale właśnie z papugą miałam problem, co trzeba było natychmiast komuś opowiedzieć.
- Czy na sali jest lekarz? - spytałam dość głośno, bo wszyscy na siebie krzyczeli. No dobrze, nie dość głośno, tylko bardzo głośno, a precyzyjnie rzecz biorąc wrzasnęłam. Ze skutkiem natychmiastowym.
- Dziecko, co ty bredzisz? – spytała się zaniepokojona Intendentka. – Źle się czujesz? Chcesz iść do doktora?
- Nie ja, tylko moja papuga. I nie do jakiegoś tam doktora, tylko do psychoterapeuty, psychiatra też się zresztą nada. No, ale na wszelki wypadek wezwijcie też laryngologa, bo mnie nie słucha, logopedę, bo nic nie mówi, ortopedę, bo się nie rusza, i jeszcze kogoś, kto by sprawdził, czy nie ma wrzodów żołądka. Tyle się o tym ostatnio słyszy… A żeby nie trzeba było za dużo razy dzwonić, od razu proponuję zakład pogrzebowy- zakończyłam ponuro.  Wszyscy wpatrywali się we mnie zdziwieni.
- Czy to biedne ptaszysko jeszcze żyje? – jęknął gdzieś z tyłu Cook.
- Sprawdźcie sami, bo już niczego nie można być pewnym. Ja sama nie jestem pewna,  czy mam plecy, bo ani razu ich jeszcze nie widziałam.

Gdy już dotarliśmy do mojej kajuty, nad papugą zgromadziła się komisja pseudolekarzy. A gdy oni radzili, co począć, ja poszłam do mesy po ciastko. Może i sytuacja jest dramatyczna, ale to nie zwalnia mnie z jedzenia.

Jak wróciłam, cała załoga patrzyła na mnie z wyrzutem.

- Wiesz, czemu ona się nie rusza? – spytał mnie gniewnie Bosman.
- Nieeee.  Gdybym wiedziała, to bym was przecież nie wołała, no to chyba w miarę logiczne jest.
- Nie rusza się, bo ją polakierowałaś.
- Powiedziała, że stary kolor jej się nie podobał.
- Powiedziała ci to?!
- Nie.  Ale ja wiem, że gdybym jej nie zapchała dzioba fasolą, to by powiedziała.
- Aha, to dlatego nie mówi. Więc cię słyszy, ale nie może mówić. Tylko skąd ci się wzięły te wrzody żołądka?
- Od zmian ciśnieniowych na kolejce – wskazałam palcem chybotliwą konstrukcję.
- To chyba nie jest dobry pomysł, żebyś to ty się nią opiekowała – powiedziała z powątpiewaniem Intendentka.
- Jest,  jest!  Czy miała kiedyś takie emocjonujące przygody jak dziś?  A świadomość, że żyła krótko acz wesoło jest bardzo pocieszająca!
- Czemu zakładasz, że będzie żyła krótko?
- Bo w tej łazience na korytarzu w wannie pływa rekin – po tym oświadczeniu twarze im zbladły i wyszli z pokoju. Po chwili usłyszałam krzyki:

- Co ona sobie wyobraża! Od początku z tymi zwierzętami są problemy!  Rekiny, papugi, ona! – Kapitan wydzierał się jak opętany. -  Musimy się jakoś zorganizować!  Jutro na meetingu piszemy regulamin! ŻADNYCH zwierząt na moim statku nie będzie!

15:50, zuzanna.brozek
Link Komentarze (4) »
postaci