blogoopera brazylijska o pracy na statku w Warszawie
RSS
środa, 15 lipca 2009

kucharz

- No, no podobno szykuje się jutro niezła impreza z okazji wygranego wyścigu z Chinolami! Podobno ma być prasa i fotoreporterzy! Tak przynajmniej twierdzi nasza Intendentka. Źle ją chyba oceniałem. W sumie równa z niej babka. Oj, będzie się działo! Kto wie, może imprezę poprowadzi jakaś znana osoba, na przykład Kasia Cichopek? Albo Krzysztof Ibisz?

Nie mogłem usiedzieć w miejscu. Byłem bardzo podekscytowany. Nieczęsto zdarza się takie święto. Właściwie to pierwszy raz. Trochę nam oficerowie dali w kość, ale w sumie się opłacało. W końcu udało nam się osiągnąć taki sukces!  

Wszedłem do kuchni. Spojrzałem na menu, aby sprawdzić jaki obiad muszę jutro przygotować: zupa ogórkowa, udka z kurczaka z ziemniakami. Proste. W pół godziny, góra 45 minut się obrobię. I nagle mnie olśniło:

- Ty stary pierniku, przecież jutro jest impreza! – walnąłem się ręką w łeb. – Udka z kurczaka Kasia Cichopek będzie jadła? Weź się człowieku ogarnij!

Otworzyłem moje od dawna nie używane przepisy. To musi być coś na poziomie! Przystawka, zupa, główne danie.... W tym podłym Hardcor City jest wbrew pozorom niezłe zaopatrzenie. Można poszaleć. Co tu przyrządzić? Może polędwicę wołową? Taka w occie balsamicznym. Nie, cielęcinę zrobię w sosie kaparowym. Albo nie. Przecież jesteśmy marynarzami.  Więc muszą być ryby! Będzie łosoś zapiekany w sosie koperkowo – cytrynowym. Szybko znalazłem interesujące mnie przypisy i ruszyłem do Starego. Dopadłem drzwi, otworzyłem...

- Hej, pukamy! Ile razy ma powtarzać! – Stary spojrzał na mnie z wyraźnym obrzurzeniem. Okazało się, że niespodziewanie trafiłem w sam środek jakiejś narady. Przy stole oprócz Starego siedzieli Pierwszy i Drugi. – Możesz przyjść trochę później? Właśnie mamy ważne spotkanie.
- O, przepraszam, najmocniej przepraszam, będę czekał pod drzwiami.

Kręciłem się po korytarzu jak kot z pęcherzem. Przeglądałem przepisy, kombinowałem skąd mogę dostać składniki do moich potraw. Żadnej Vegety ani kostek rosołowych! Tylko naturalne składniki! Nie będzie żadnego hochsztaplerstwa.

Otworzyły się drzwi. Z kajuty wyskoczył jak z procy Pierwszy. Od razu do niego podbiegłem:

- Słuchaj, mam taki...
- Oj, nie teraz, do kibla idę. Potwornie długie to nasze spotkanie – minął mnie błyskawicznie. Po chwili wrócił i bez słowa wszedł z powrotem do kajuty Starego.

Cierpliwie czekałem. Czekałem i czekałem. W końcu drzwi się otworzyły. Ponownie wyszedł Pierwszy.

- O, a ty tu cały czas czekasz? – zapytał z uśmiechem. - Chodź, właśnie o tobie mówiliśmy – klepnął mnie przyjacielsko po plecach. I tak oto znalazłem się wreszcie w kajucie Starego.
- Cześć Mat – przywitał mnie Stary – Przepraszam, że na ciebie wyskoczyłem, ale wiesz, że nie lubię gdy ktoś bez pukania do kajuty mi się pakuje.
- Nie no, jasne, Kapitanie, to wszystko przez to, że....
- A więc słuchaj. Przed chwilą właśnie o tobie mówiliśmy. Jak wiesz, jutro mamy taką małą imprezę. Będzie prasa, fotoreporterzy – nasza Intendentka właśnie biega i załatwia wszystkie szczegóły. Dlatego też nie  ma jej teraz z nami. Ale to nic nie szkodzi. Właśnie w trójkę wszystko omówiliśmy i zaplanowaliśmy. Pomyśleliśmy nawet o obiedzie dla gości. Zmówiliśmy firmę cateringową, która wszystkim się zajmie. Tak więc, jak widzisz, nie musisz się niczym martwić.  I to jest pierwsza dobra wiadomość. Druga to taka, że zastanawialiśmy się, jak wynagrodzić ci twój wysiłek. W końcu też masz swoje zasługi w naszym sukcesie. Dlatego w trójkę jednogłośnie postanowiliśmy, że masz jutro dzień wolny. Idź na miasto, zabaw się porządnie. W końcu coś ci się od życia należy.

Trzy pary oczu wpatrzone we mnie. Chwila ciszy. To był chyba moment, kiedy powinienem coś powiedzieć. Ale tym razem nic błyskotliwego nie przyszło mi do głowy.

Chwilę później siedziałem w swojej kajucie i przeglądałem Wyborczą. Temat dnia: „XX rocznica pierwszych wolnych wyborów.” Co za pierdoły. Przecież to historia. Kogo teraz to wszystko interesuje. Zapaliłem fajka. Nagle zebrało mi się na wspomnienia. Ech, to były czasy, kiedy w latach osiemdziesiątych wspólnie z Bosmanem ostro działaliśmy w Związk...

- No jasne! Walę do Bosmana!


13:49, bartosz.kozlowski
Link Komentarze (1) »
postaci