blogoopera brazylijska o pracy na statku w Warszawie
RSS
czwartek, 15 lipca 2010

IISiedziałem przy biurku bezradnie wpatrując się w ekran komputera. Z ekranu analiza efektywności ostatnich załadunków i wyładunków patrzyła na mnie chyba z równym zachwytem.

- Cholera, co ja za formułę tutaj...

Ktoś zastukał do drzwi kajuty.

- Wlazł! – wrzasnąłem. W progu stanął Cook trzymając Małą za rękę, a ta trzymała papugę za skrzydło, która rozpaczliwie próbowała dziobnąć ją w chudą piąstkę. Brakowało jeszcze tylko psa z piłeczką na nosie.
- Ja tylko chciałem zapytać czy już Pan wyliczył tę naszą efektywność? Jest wzrost?
- Co premia Wam po głowie chodzi, co? – uśmiechnąłem się do Cooka.
- No tak – podrapał się po głowie – za ostatni kwartał było nieźle. Chłopaki są ciekawe czy teraz też tak będzie.
- Robię co mogę. Zmienia się fracht, współczynniki, przeliczniki i jeden Bóg wie co jeszcze. Muszę przebudowywać tabelę... Ej, Ty! Zostaw to!

W drugim kącie pokoju Mała próbowała upchnąć dwie ściągnięte z mojej szafki książki pod bluzkę.

- Jejku, przecież Panu nie zjem! Potrzebuję tych z twardymi okładkami. Ma Pan więcej?
- Ani mi się waż. Z całą stanowczością mówię Ci zostaw!
- No to kiedy będzie Pan wiedział? – odezwał się Cook.
- Za godzinę może dwie – nie spuszczałem Małej z oka – jeśli znajdę błąd co to mi wyskakuje...i psuje...Tego też nie wolno!

Mała z westchnieniem odłożyła afrykańską maskę i wyszli. Jednak jednej książki brakowało.

- Cholera, co ja za formułę tutaj...

Znów ktoś zastukał do drzwi. Na palcach podszedłem do drzwi, raptownie je otworzyłem i wykrzyczałem jej w twarz: oddawaj książkę złodziejko!

No to się Monika zdziwiła...

- Odbiło Ci! Jaką książkę?

Burcząc przeprosiny zaprosiłem ją do środka. W dłoniach trzymała gazetę.

- Widziałeś? Artykuł?
- Jaki artykuł? Nie mam na to czasu. Najpierw nasze słodkie tête-à-tête, potem musiałem dopilnować załadunku, a teraz ślęczę nad analizą dla Wojtasa.
- Te częste pobyty w portach rzeczywiście mają swój urok...ale nie mówmy o tym głośno na pokładzie. Zobacz, to o naszym statku! Wywiad z Kapitanem, moje dwa słowa i Bosmana. Nawet Pierwszego zacytowali.
- Popatrz, popatrz. Pierwszy od urodzenia naturalnie odporny na entuzjazm tym razem zdobył się na pochwałę. Ładnie ta nasza łajba wyszła na tym zdjęciu. Remont się udał.
- Wojtek na moje usilne prośby dał jeszcze jedną szansę Pierwszemu. A ten dalej chodzi z twarzą Sarumana Wzdętego.
- Cholera, jemu dał szansę, a ja muszę tabele tutaj tworzyć.

Cisnąłem się w fotel ze zbolałą miną. Monika usiadła naprzeciwko w krześle.

- No, już już. Nie wkurzaj się. Pierwszy robi to, co robił, a Ty poznajesz tajniki prawdziwego zarządzania. Bez dobrej analizy nie będzie trafnych wniosków. Decyzje bazujące na faktach dają lepsze rezultaty, nie sądzisz?
- Sratytaty. Ty wiesz ile tego jest! I to się ma wszystko zliczać, podsumowywać i robić wykresy. A ja nie kumam!
- Czego nie kumasz? Drugi weź się w garść na litość boską. Mogę Ci zrobić coaching...
- Co mi zrobisz?

Ktoś zastukał do drzwi. Na moje gromkie „Wlazł” pojawił się Główny Mechanik. Z wazonem. Ale bez kwiatka.

- Nie przeszkadzam Państwu aby?
- Nie wygłupiaj się. Właź i zamknij drzwi – przysunąłem mu drugie krzesło.
- A o czym tak gruchacie moje gołąbeczki...
- Panie Chief, ja Pana proszę! Bez takich insynuacji, zwłaszcza w miejscach publicznych...
- Dobra, dobra. Niech się Pani nie przejmuje. Macie jakiś kłopot....Koledzy?
- Drugi ma potrzebę coachingową – wypaliła moja śliczna.
- Jaką? – zbaraniał Chief – czy to wiąże się z jakąś wstydliwą chorobą?
- On potrzebuje wsparcia z Excela. Instruktażu. Brakuje mu wiedzy...
- Dobra, dobra. Co to za wyliczanka – przerwałem – dam sobie radę. A Ty już idź, musimy z Chief’em omówić te trafne wnioski i podjąć decyzje.

Rzuciła mi od progu kwaśne spojrzenie i wyszła.

- No, to włączaj telewizornie. Meczyk się właśnie zaczyna! – Chief przesiadł się do fotela.
- Zaraz, zaraz – pociągnąłem długi łyk z wazonu – najpierw zrobisz, cholera, tę formułę co to mi tutaj...

13:57, tomasz.knitter
Link Komentarze (11) »
postaci