blogoopera brazylijska o pracy na statku w Warszawie
RSS
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Cholera, przyszedł nowy drugi oficer. Pewnie będzie się chciał wykazać. Jak go chciałem wybadać przy kompasie, to mnie tylko ofuknął. Nie ma problemu, i z nim sobie poradzimy. Nie takich nam tu przysyłano. Przychodzi taki do roboty, pełen werwy i przekonany, że coś zmieni. Za miesiąc dotrze do niego, że to niełatwe, a za dwa sobie odpuści. Tymczasem ja musze robić swoją robotę, bo statek musi płynąć.
Poszedłem do swoich ludzi, żeby z nimi pogadać.
-    Panowie, mamy nowego drugiego oficera. Na razie stara zachowywać poprawnie, bo nie wie co jest grane. Zauważył kompas, ha ha. Dajmy mu chwilę czasu, żeby ochłonął, a potem weźmiemy się za niego.
-    Od czego zaczniemy Bosmanie? – spytał starszy marynarz. On jest tu już ładnych parę lat i widział kilku „Drugich”. – Może nasz stary numer z kiblem?
Numer z WC to symulacja zatkanej toalety. Marynarz biegnie wtedy do Drugiego i melduje o problemie, mówi mu, że nie wie co robić i że nie ma ludzi do pracy, że oni robią coś bardzo ważnego i tak dalej. Wtedy Drugi musi podjąć decyzję, no i najczęściej kończy sam odtykając klozet. Niezła przy tym zabawa, a i przy okazji uczy się z kim trzymać na statku.
-    Może być WC – odparłem – tymczasem przypilnuj załadunku. Żeby mi tam niczego nie brakowało, bo znowu będziesz miał karną wachtę.
Poszedłem do mechaników na papierosa, oni są dość dobrze poinformowani, bo ich szef to równy gość. Poza tym można się tam zadekować na trochę. Ciemno jest, śmierdzi olejem i ropą i żadna szarża nie chce tam schodzić. To taki mały świat na naszym statku.
-    Cześć chłopaki – akurat pod pokład zszedł też Główny Mechanik – ale zabawa – mruknął.
-    Dzień dobry, co się dzieje?
-    Nic, wszystko normalnie. Jak zwykle. Na mostku jest wesoło i każdy wie co ma robić. Mama szykuje nam jakieś nowe niespodzianki ale nie chce zdradzić co. Mówię wam chłopaki, wy, tu na dole, macie jak u Pana Boga za piecem. – Chief był w swoim zwykłym, lekko pesymistycznym nastroju.
-    A jak tam nowy, szefie? – spytał mechanik, wycierając ubabrane smarem ręce?
-    Jak każdy nowy. Powoli poznaje zwyczaje i tutejszych ludzi. Myślę, że jak się przyzwyczai, to będzie się z nim dobrze pracowało. No, a teraz do roboty. Cokolwiek się tam dzieje, my musimy pchać ten statek do przodu. Bosmanie, proszę zająć się swoją robotą.
-    Aye aye, sir!
Jak wróciłem do swoich, okazało się, że oczywiście wszystko zrobili nie tak jak należy. Żywność załadowano na sam spód i na dodatek wywróciły się palety z pomarańczami.
-    Coś zrobił, baranie? – wrzasnąłem na marynarza, który operował dźwigiem i narobił tego bałaganu – nie możesz trochę uważać? - Chłopak stał i patrzył na swoje stopy.
-    Ale Bosmanie… ja…
-    Żadne ale! Przez ciebie mamy tu teraz wszyscy kupę dodatkowej roboty! Chochoł jeden! Zasuwaj na czworaka i zbierać mi te pomarańcze. Z powrotem do skrzynek!
Reszta załogi przysłuchiwała się w milczeniu.
-    A wy co się gapicie? Do roboty! Za pół godziny ma tu być czyściutko!
Ludzie z ociąganiem zabrali się do pracy. To dobre chłopaki ale straszne darmozjady. Jak ich nie przypilnować to nic by nie robili. Spotykamy się codziennie i ja sprawdzam co oni zrobili, a oni próbują mnie przekonać, że się nie da, że za mało im płacą i że ta robota jest bez sensu. Ja wiem, że część jest rzeczywiście bez sensu, na przykład te badania, które robi Mama. Raz na miesiąc mamy wypełniać ankietę jak nam się pracuje i czy znamy kurs naszego okrętu i jak bardzo angażujemy się w pracę. Na początku to się nam nawet spodobało i pisaliśmy uczciwie, ale potem nic się nie zmieniło, więc teraz jeden bierze wszystkie ankiety i wypełnia hurtem. Mama jest zachwycona, że wszyscy się angażują. Musimy jakoś godzić durne wymysły z góry z pracą na statku. Czasem mam wrażenie, że oni wcale nie wiedzą co my tutaj robimy i nawet ich to specjalnie nie interesuje. Wzywają mnie na górę i oczekują meldunków o wykonanej robocie, a jak mam jakiś problem to: „poradzisz sobie”. Tylko nowy będzie się przejmował, zanim przywyknie.

Łukasz Fijałkowski
09:57, lukasz.fijalkowski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 grudnia 2008
Pierwszy dzień na nowym statku upłynął mi na poznawaniu ludzi. Muszę przyznać, że moje pojawienie się wywołało różne reakcje. Jako Drugi Oficer najpierw chciałem zameldować się u Starego. Niestety. Pomimo, że znał datę rozpoczęcia przeze mnie pracy (sam ją ustalił) nie było go na pokładzie. Pierwszy oficer z obojętną miną podał mi rękę i z lekkim westchnieniem powiedział „...współczuję”. Po czym pochylił się nad kompasem, dając mi  w ten sposób do zrozumienia, że jest zajęty. Wpatrywał się w przedmiot w wielkim skupieniu, gwałtownie coś notując. Byłem zdziwiony. Igła kręciła się w kółko pomimo, że staliśmy w porcie!
- On nawet nie wie, że zepsute - zaszeptał bosman. - A gdyby nawet wiedział, to i tak nie potrafi naprawić.
Stanął tuż za mną.
- Pan do mnie mówi? - powiedziałem głośno, aby zrozumiał, że przecież też jestem oficerem. Spojrzał na mnie z ukosa i odszedł mrucząc pod nosem.
W tym momencie złapałem wzrok faceta, opartego nonszalancko plecami o ścianę mostku. Przypatrując mi się znad filiżanki kawy powiedział:
- Widzę, że naszego szefa marynarzy już Pan poznał. Gratuluję. Będzie Pan tu popularny.
Po naszywkach poznałem, że mam do czynienia z naszym Głównym Mechanikiem. Z doświadczenia wiem, że mechanicy widzą i znają się tylko na miernikach. Liczby to dla nich wszystko.
- Daj spokój, proszę – podeszła do mnie drobna blondynka wyciągając
rękę. - Dzień dobry, jestem tutejszym Intendentem - mile się uśmiechnęła.
- Dzień dobry. Jestem Drugim Oficerem. Czy wie Pani może kiedy będzie Kapitan?
- Nasz Kapitan jest niezwykle zajętym człowiekiem. Ma wiele spotkań poza statkiem.
- Lizus! - spojrzenie znad filiżanki nie ukrywało ironii. - Jest Pan członkiem zespołu, który kieruje tym statkiem. Powinien Pan nauczyć się pracy zespołowej - blondynka odwróciła się do filiżanki i tłumiąc pasję cedziła słowa.
- Taak - mechanik leniwie się przeciągnął. - Jedna wielka rodzina, co? A Ty to nasza mama i mówisz nam jak się zachowywać?
Intendentka nerwowym, szybkim ruchem poprawiła grube czarne oprawki na nosie. Jej twarz wyrażała wewnętrzną walkę, którą najwidoczniej przegrała…
- Gdyby to ode mnie zależało…
- Może już dacie spokój? - pierwszy wyprostował się nad busolą. - Nasza sytuacja jest trudna, a Wy się kłócicie.
- Co się stało? – wyraziłem swoje zainteresowanie. - Może w czymś mogę pomóc?
Wzrok Pierwszego, mieszanka bólu i rezygnacji spoczął na mojej twarzy.
- Zna się Pan Drugi na systemach monitorujących? Może na radarach przypadkiem?
- No, nie. Właściwie nie bardzo - głupio się poczułem.
Pierwszy westchnął ciężko. Wszystko się sypie cholera…
- Proszę się tym nie przejmować - pani Intendent wesoło szczebiotała. - Jako Drugi będzie Pan odpowiedzialny między innymi za dopilnowanie załadunku. Czy dopilnuje Pan, żeby warzywa dla załogi znalazły się szybko w chłodni?
Jakie warzywa? Co ona bredzi?
- W mojej wcześniejszej rozmowie z Kapitanem uzgodniliśmy, że mam zająć się nawigacją, planowaniem…
- Planowaniem? Pan? - pierwszy wybałuszył na mnie oczy. Na twarzy Pani Indendent również zauważyłem konsternację.
- Planowaniem? To ja się tym zajmuję! - krzyczał Pierwszy.
- Ja zrozumiałam, że raczej…
- Naprawdę zapewniam Państwa, że tak było. Sam nie wiem co o tym sądzić. Myślę, że powinniśmy poczekać na Kapitana.
- Schodzę pod pokład, kochająca rodzino.
Odwróciłem głowę i zobaczyłem plecy Głównego Mechanika znikające w drzwiach.
- Znów uciekł - zamruczała Pani Intendent. Obrzuciła mnie szybkim spojrzeniem. - Proszę ze mną. Zapraszam na kawę.
Pierwszy z rezygnacją wrócił do kompasu. Lekko oszołomiony całą sytuacją ruszyłem za blondynką.
Starego zobaczyłem pod koniec dnia. Spotkaliśmy się na korytarzu. „Jutro, jutro wszystko załatwimy“ – rzucił mi potrząsając moją ręką i zniknął w swojej kajucie.
Jutro. Zobaczymy.
14:40, tomasz.knitter
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 grudnia 2008

Od dawna nosiliśmy się z zamiarem tworzenia publikacji w zakresie zarządzania. Od pomysłu natychmiast przeszliśmy do działań. Ale już podczas pisania pierwszego artykułu polegliśmy:) Stwierdziliśmy, że będzie to dla nas zbyt nudne. A jeśli dla nas to jest nudne, dla czytelników z pewnością będzie niestrawne :)

Dlatego zamiast pisać kolejne artykuły postanowiliśmy stworzyć coś, co pokaże życie firmowe od środka. Coś co skłoni do reflekcji i do śmiechu. Zapraszamy do lektury Dzienników Okrętowych. Będziemy wdzięczni za wszelkie posty. Dobrze byłoby wiedzieć, że ktoś to czyta. Miłego dnia!

 Załoga statku

 

 

09:57, zaloga_statku
Link Komentarze (6) »
postaci